Winuser's Blog

18 października 2010

Znów o wolnych strzelcach

Filed under: Programowanie,Życie codzienne — winuser @ 16:34
Tags: ,

Nie jest dobrze na rynku tak zwanych freelancerów czyli „wolnych strzelców” – programistów którzy pracują na zlecenie nad konkretnym projektem. Jest nawet coraz gorzej. Jakiś czas temu na blogu tym wylądował wpis o podobnej tematyce, ale postanowiłem nieco rozszerzyć ten temat, który jest skierowany głównie do osób które mają zamiar zostać freelancerem i nie orientują się zbytnio jeszcze w tym temacie oraz mają wiele podstawowych pytań.

Przeglądając różne fora można nieraz natrafić na różne stwierdzenia że programiści mają się tak dobrze, że freelancerzy dobrze zarabiają i ogólnie wszystko jest kolorowe. W rzeczywistości wszystko wygląda zupełnie inaczej. Otóż jak to w życiu bywa, rynkiem tym rządzą twarde reguły, bezlitośni zleceniodawcy nie chcą płacić godziwych stawek, są oburzeni kiedy ktoś poda konkretną cenę. Ludzie którzy licytują się na popularnych serwisach przechodza samych siebie, ceny osiągają 10 czy 25 zł za projekt na który musiałbym poświecić kilka godzin. Kolejnym elementem zniechęcającym do tego typu pracy jest wręcz ogromna konkurencja, programistów jest tak wielu że aż rzygać się chce, każdy z nich ma coś do powiedzenia, zaoferowania i w bogaty sposób chce się reklamować. Polskie serwisy tego typu są jeszcze względnie małe ale już zagraniczne typu freelancer.com to rozrośnięte twory na których można znaleźć wiele ciekawych zleceń. Ale.. no własnie na znalezieniu się kończy. Jest tam tak wiele osób, że przy jednym projekcie zbiera się nawet kilkadziesiąt osób licytujących się. Ktoś powie „ok ale o co właściwie tobie chodzi, przecież mamy demokrację ?”. A chodzi mi o to, że to wszystko jest marnej jakości, to jest masówka stary. Osoba która posiada jakieś umiejętności ginie w tym tłumie (a raczej osoby). A może być wybrana tylko jedna. Dodatkowo ostatnio zauważyłem pewien głupi trend „sondowania” rynku przez zleceniodawców. To znaczy ktoś wystawia zlecenie, uchodzi za poważnego klienta i ma jasne wymagania. Ale na tym się kończy, bo nikt nie zostaje wyłoniony jako zwycięzca a ludzie tylko stracili swój czas starając się tej osobie jak najlepiej wypromować.

Postanowiłem rozpisać wady i zalety tego rodzaju zarobkowania, wystarczy spojrzeć i wszystko staje się jasne..

wady :

– bardzo duża konkurencja,

– nie pewność zleceń, nie wiadomo czy ktoś wybierze Twoją osobę kolejnym razem (duże prawdopodobieństwo że zostaniesz z niczym),

– przeciętne ceny (w niektórych wypadkach wręcz żałośnie niska),

zalety :

– sam ustalasz swój czas pracy,

– możliwość rozwoju w trakcie projektu a jednocześnie zarabianie,

– sam wybierasz nad czym chcesz pracować.

 

Zalety są interesujące, ale wady powiedziałbym nokautujące. No bo jak można spokojnie spać wiedząc że niedługo do zapłacenia jest rachunek za X a na drugi dzień rachunek za Y, a Ty nie masz kolejnego projektu dogadanego. Jest to stresujące. Dla wielu ludzi (w tym i mnie) ta ogromna konkurencja powoduje sporą niechęć, poprostu wiem że i tak nie zostanę wybrany przy tylu innych ciekawych ofertach. W dodatku są to oferty na takim poziomie cenowym że aż szkoda pisać. Rozwiązaniem tego problemu jest praca stała jako programista albo dla większych hardcorowców „na lewo” u kogoś kto jest w stanie zapewnić stałość zleceń.

Ale jest też kruczek. Ustawić się w ten sposób to prawdziwa sztuka. Czyli czerpać przyjemnośc z pracy i przy tym zarabiać a także nie martwić się o to że będziesz bezrobotny.

Podsumowując, chcesz zostać freelancerem ? Jestem na tak, pod warunkiem że masz stałą pracę i chcesz sobie dorobić czasem coś ekstra. Ale utrzymać się z tego nie utrzymasz.

Reklamy

5 lipca 2010

Polski rynek „freelancerów”

Filed under: Programowanie,Życie codzienne — winuser @ 11:39
Tags: ,

Świat schodzi na psy. Rynek freelancerski niszczą ludzie którzy mieli go budować. No może nie do końca. Ale go niszczą. A o co chodzi ? Może najpierw pewien przykład. Miałem okazję oglądać ostatnio pewną aukcję na znanym serwisie freelancerskim. Otóż facet tam (zleceniodawca) życzył sobie wykonania grafiki do strony, wymyślenie nazwy firmy, stworzenie loga i jeszcze coś tam było „w pakiecie”. I wyobraźcie sobie jaki budżet na to przeznaczył. 100 zł. Tak to nie żart. W aukcji wzięły udział różne osoby, proponowali kwoty o dość sporej rozpiętości cenowej poczynając od około 3000 PLN do 700. Facet, zleceniodawca oburzony, „on by to sam zrobił ale nie ma czasu”. I że nie ma zamiaru dać za to więcej jak 100 zł. No ludzie, szanujmy swoją pracę. Zauważam tendencję do zwiększania się poziomu chamstwa u zleceniodawców, bo on i tak znajdzie frajera który mu to zrobi za żałosną kwotę. I się zastanawiam kim są ci ludzie, gotowi zrobić prawie za pół darmo. Nie dotyczy to tylko branży IT, ale też budowlanej. W rezultacie na takich serwisach jak zlecenia przez net lub oferia nie ma sensu się licytować, ponieważ i tak zaraz przyjdzie jakiś zaniżacz cen i do projektu wartego powiedzmy minimum 200 zł on krzyknie cenę 50 zł. Nasuwa się więc pytanie, skoro ten projekt trzeba robić dajmy na to 2 dni, to ile mu wyjdzie stawka godzinowa ? 😀 To ja już bym wolał na budowie pozapieprzać, a finalnie i tak bym zarobił więcej niż on. Efektem tego całego szaleństwa jest to, że nie opłaca się tam w ogóle brać udziału w tym cyrku. Gra nie jest warta świeczki i nie chodzi tutaj bynajmniej o to, że ja muszę płacić holendarne licencje itp. Bo korzystam z oprogramowania wolnego, lecz o to że jak będziemy dalej się godzić na tak żałosne ceny to osoba programisty zostanie zrównana z człowiekiem od machania łopatą (bez obrazy, nie chodzi o to że ten czy ten jest lepszym człowiekiem). Chodzi tutaj o to, że machać łopatą potrafi chyba każdy, lecz czy każdy będzie potrafił zaimplementować taki a taki algorytm, albo skonstruować zadaną aplikację ? Oczywiście że nie, dlatego ludzie ci powinni dostać wyższe wynagrodzenie. Tymczasem, drodzy licealiści i amatorzy internetowych tutoriali dzięki wam wszystko zmierza do momentu kiedy nie będzie się opłacało być programistą (no, poza pracą w jakiejś prężnej wielkiej firmie).

26 czerwca 2010

Pasmo awarii- zakończone ?

Filed under: Życie codzienne — winuser @ 20:01

Powiem wam jedno. Nigdy nie zmieniajcie FSB w BIOSIE który nie umożliwia zablokowania częstotliwości PCI oraz AGP. No tak sie składa że ja miałem możliwość przekonania się dlaczego tego nie powinno się robić. Nie napisałem tutaj poprzednio o tym, lecz miałem bardzo poważną awarię a raczej całą serię ich.
A wszystko zaczęło się.. jakoś w Lutym tego roku kiedy to padł mi mój główny dysk twardy, firmy Western Digital model 400AAKS (400 GB). Była to dla mnie spora strata, ale już miał około 3 lat więc przeżyłem jakoś. Dałem więc jako systemowy inny dysk firmy Samsung, model o pojemności 160 GB. Ale i ten po 3 miesiącach zaczął szwankować. Aż w końcu padła partycja na nim. Udało mi się jednak odzyskać dane z partycji i wszystko niby grało. Jako systemowy dysk dałem teraz model o pojemności 60 GB firmy Fujitsu, dysk 2.5 cala z laptopa. No ten jakoś działał chyba z miesiąc, po czym również zdechł pogrzebując dane (zniknięcie partycji) które jednak dało się jakoś odzyskać. I tak oto w ciągu kilku miesięcy z 620 GB dysków zostało mi 0. Musiałem zasięgnąć do rezerwy i włożyć do komputera model o pojemności 4 GB a drugi 6 GB (Quantum model Fireball oraz Western Digital). Te dyski jednak to potencjalne trupy. Tak więc musiałem jak najszybciej zaopatrzyć się w coś nowego, o większej pojemności. W tamtym czasie zaczęła też mi szwankować płyta główna i tak oto musiałem dokonac downgrade`u na Celeron @ 700 MHz 😀 To już było przegięcie. Jakoś udało mi się jednak ożywić poprzednią płytę główną bo na nowe podzespoły mnie nie było stać. Tak więc znów siedzę na swoim ukochanym Pentium 4 @ 2.4 GHz. Te dwa ostatnie dyski malutkie też padły (a raczej tablica partycji na pierwszym) po tym jak próbowałem sobie overclockingu na tym celku 😀 Podkręciłem go z 700 MHz do 900. Wzrost wydajności w Super PI o kilkadziesiąt procent przypłaciłem jednak własnie stratą tej partycji.
Jako że byłem wtedy w trakcie wykonywania pewnego projektu (o którym napiszę jeśli już ukończę) więc potrzebowałem sprawny dysk, ogólnie komputer. Na drugi dzień udałem się więc do sklepu firmy Vobis (bo potrzebowałem dysk „na już”). Wybrałem model firmy Seagate – Barracuda o pojemności 500 GB. Jestem z niego zadowolony, jest najcichszym dyskiem z jakim miałem doczynienia (a przypominam że miałem z wieloma:D). Oprócz tego jest też bardzo wydajny.
To taka krypto-reklama 😛 Poprzedni model WD nie spisał się, czas więc dać szansę Seagate.

21 czerwca 2010

Powrót ?

Filed under: Życie codzienne — winuser @ 20:09

Dośc dawno już nie pisałem. No.. nie licząc poprzedniego newsa, nie było nic konkretnego. W zasadzie dziś również niczego odkrywczego tutaj nie napiszę. Miałem pewne problemy natury prywatnej, dlatego zarzuciłem aktualizowanie bloga.
Ostatnio podjąłem pewną decyzję, zamierzam całkowicie przestawić się na Qt jeśli chodzi o programowanie w języku C++. Jest to o tyle powiedzałbym szokująca decyzją dla ludzi znających mnie troszkę, bo zwykłem być zwolennikiem Windows API bla bla bla. No nie powiem, nadal programowanie niskopoziomowe to coś co mnie pociąga, nie zamierzam kompletnie z tego zrezygnować. Ale trzeba też iść do przodu, samo VCL nie daje mi jakichś dużych perspektyw, dlatego też padło na Qt. Tak pozatym, to ostatnio troszkę zajmowałem się technologiami web. Otóż dostałem zlecenie wykonania pewnej strony (i wiem, być może zaraz ktoś mnie zlinczuje) w technologi .NET (pisana w C#). Z tej okazji miałem możliwość nie tyle co opanowania ale poznania dość dobrze podstaw CSS no i też .NET. Nie mniej jednak to nie moje powołanie 😀
Ludzie którzy odwiedzali mojego bloga jeszcze za czasów kiedy troszkę na nim pisywałem, mogli przeczytać między innymi o moich kłopotach ze zdrowiem, nadciśnieniem i tak dalej. No to chciałem oficjalnie się pochwalić, że moje treningi rowerowe naprawdę skutkują 😉 W roku 2010 mam oficjalnie przejechane 660 km na dzień dzisiejszy, o czym można przeczytać na moim bikestats`ie. Generalnie polecam każdemu rower, można by się rozpisywać na temat zalet takiego treningu baardzo dużo.

6 marca 2010

Zdrowie programistów


Tematyka mojego bloga z samym programowaniem od strony praktycznej ma raczej mało wspólnego. No bo w sumie nie dość że przez tyle godzin człowiek pisze a potem jeszcze ma o tym na blogu pisać ? Dlatego postanowiłem tutaj poruszyć pewną ciekawą sprawę, której w żadnym wypadku nie można bagatelizować. Przecież zdrowie mamy jedno. W jaki sposób koderzy radzą sobie z utrzymaniem dobrej formy fizycznej ? przecież większość czasu spędzają w pozycji siedzącej, w wygodnych fotelach. Są to idealne warunki aby organizm odkładał nadmiar kalorii w postaci tłuszczu, zwężania się światła tętnic, możliwość analizowania faktów staje się ograniczona. Piszę o tym, bo w pewnym sensie mnie to właśnie dotknęło. W wieku 21 lat mam nadciśnienie, lekką nadwagę. Jak do tego doszło ? Przecież jeszcze pół roku temu śmiało robiłem na rowerze 100 km w pięć godzin. Złe odżywianie (przedewszystkim jedzenie na szybko, co jest pod ręką), mało ruchu, duży stres, mało snu. Te wszystkie rzeczy złożyły się w całość i tak oto wyszedł obraz niedołężnego młodego przecież człowieka którego najmniejsze wzniesienie na ulicy zaczyna przyprawiać o zawroty głowy.

Ale wiedza o tym, uświadomienie sobie tego to jedna sprawa. Należy przedsięwziąć kroki bo inaczej będzie gorzej. Jakie to kroki? Przedeszystkim wyeliminować palenie papierosów (to do czytających, ja naszczęście rzuciłem 2.5 roku temu). Wyeliminować siedzenie w miejscu przez parę godzin, poświęcić troszkę czasu na rozruszanie się, spacer. Ideałem byłoby, gdybyś zamiast jechać do pracy / szkoły samochodem użył roweru, chociaż akurat dzisiejsza pogoda raczej to uniemożliwia. Ja sobie postanowiłem, że nie będę uciekał się do farmakologii aby obniżyć ciśnienie. Jak już wspominałem, parę miesięcy temu byłem w doskonałej formie z czego jestem bardzo dumny. Niestety zimowe lenistwo oraz warunki sprzyjające pogorszeniu zdrowia które wymieniłem wyżej urządziły mnie całkiem nieciekawie.

Jakie nowe nawyki żywieniowe należy w sobie wyrobić aby powoli wrócić do dobrej formy ?

Osoby z nadciśnieniem często spotykają się ze zjawiskiem „fali”, kiedy to nagle rośnie im ciśnienie (powodów może być wiele od wysiłku przez stres, entuzjazm czy podniecenie). Taka fala może  rosnąć dość szybko (powiedzmy w momencie wchodzenia po schodach) albo stosunkowo wolno (ja tak mam często, kiedy już nad ranem chce mi się spać ale muszę dalej pisać i wtedy nagle okazuje się że mam 160/110). Należy wtedy spokojnie usiąść, wejść w stan relaksu i stopniowo się wyłączać. Nie można gwałtownych ruchów wykonywać. Z domowych sposobów zapobiegania temu można wymienić czosnek (2 ząbki raz na parę dni), banany (może być jedna sztuka dziennie), ogólnie należy spożywać owoce i warzywa. Przyprawy typu ketchup czy mojonez (niestety lubię je..) mogą powodować właśnie taki atak nadciśnienia po spożyciu. Nie należy również się najadać zbyt mocno. Z napojów dobrze byłoby wyeliminować coca-colę, koniecznie kawę, a spożywać herbaty jak melisa, Pu-erh na obniżenie cisnienia. Wymienione środki nie mają działania natychmiastowego jak farmakologia lecz stosowane długotrwale w połączeniu z duża ilością ruchu mogą przywrócić takiego osobnika do zdrowia.

Ciekaw jestem jak koderzy, czy ludzie czytający tego bloga radzą sobie z tym problemem. A może jakieś uwagi albo pomysły odnośnie tego wpisu. Zapraszam do komentowania.

11 lutego 2010

Nocne siedzenie nad kodem i moje doświadczenia związane z różnymi metodami pobudzania się do działania ; )

Filed under: Programowanie,Życie codzienne — winuser @ 11:42
Tags: , , ,

Często osoby które zajmują się programowaniem, czy to amatorsko czy zawodowo spędzają całe noce przy komputerze bez snu. Sam do nich należę. Powody takich działań są różne. Dla mnie dużym plusem pisania w nocy jest cisza i spokój. Nikt nie może ci zakłócić tej przestrzeni, bo o tej godzinie większość ludzi śpi. W dzień często bardzo różne rzeczy odciągają mnie od głównego zajęcia i chociaż nie twierdzę że w nocy siedzę przy kodzie 100 % czasu (naprawde mało : ) ), to jednak zauważyłem że w nocy potrafię więcej zdziałać. W końcu dochodzi do sytuacji kiedy delikwentowi wymieszają się pory dnia i nocy, kładzie się spać o godzinie 10 rano a wstaje po 19. Jednak nad ranem przychodzi „kryzys” kiedy to człowiek nie jest w stanie już nic zrobić. Co w takich sytuacjach można zrobić ? Odpowiedź jest prosta: położyć się spać. Jeśli jednak nie możesz sobie pozwolić na spanie trzeba jakoś to przezwyciężyć. Z moich doświadczeń wynika, że takie „kryzysy” przychodzą falami, co parę godzin i jeśli uda ci się go przezwyciężyć to ochota na spanie mija. Jednak człowiek mimo tego czuje się troszkę „zamulony”. W takich wypadkach spożywam wielkie ilości kawy, po prostu lubię. W nocy piję pare szklanek i kubków czyli wychodzi mniej więcej 0,7 – 1 l codziennie. A może i więcej.. zależy od dnia. Ostatnio postanowiłem wypróbować cudowny napój w cudzysłowiu znany jako „RedBull”. Zakupiłem dwie puszki w sklepie po czym udałem się pospiesznym krokiem celem dalszego kontemplowania usuwania bugów w swojej aplikacji. Nie wiem, czy to ja jestem już tak uodporniony przez kawę, lecz to na mnie nie działa. Wypiłem obydwie z minimalnym efektem. Zapłaciłem okolo 10 zł, przecież mamy kryzys finansowy w portfelach, za to można kupić dużą paczkę kawy na tydzień. Kupienie tych dwóch puszek było błędem i już dziś wiem, że więcej tego nie kupie (pisze to ku przestrodze ludziom mi podobnych). Nie mniej napewno na każdy organizm taki napój działa inaczej. Kolejnym środkiem pobudzającym, stosowanym przeze mnie w sumie parę lat temu kiedy kawe piłem w bardzo małych ilościach a w nocy zwykle spałem, była mocna czarna herbata. Jak na tamten okres sprawdziła się w swojej roli, ale na dzień dzisiejszy jednak sądzę że spożycie jej w dużej ilości wywarło by na mnie raczej marny efekt. Czasem się zastanawiam czy przypadkiem kawa to nie uzależnienie. Otóż piję ją w coraz wiekszych ilościach, zaczynam uważać za dobry sposób na pobudzenie swojej mózgownicy do większego wysiłku, do zmobilizowania się do pracy. Przecież tak nie powinno być. Dobrym połączeniem jak dla mnie jest wypicie kawy oraz włączenie sobie jakiejś mocnej muzyki na słuchawki. Przekonałem się o sile działania takiego połączenia całkiem niedawno, kiedy to w sumie bite 12 godzin pisałem kod, bez przerw na ogladanie filmów, głupie strony czy czytanie nonsensopedii : D  Jednak ma to też swoje wady, jeśli zbyt dużo człowiek pisze, to na drugi dzień ma małą ochotę cokolwiek pisać czyli w sumie bilans i tak jest ujemny. Wniosek z tego, że trzeba umiejętnie pisać i nie przeciążać się. Inaczej pisanie nie będzie sprawiało potem już tej przyjemności, a kod bardziej gówniany niż zwykle.

Podobno ludzie moga żyć bez snu przez paredziesiąt godzin. Mój „rekord” to około 28 h. Musiałem się już położyć bo miałem lekkie delirki a podczas pisania na klawiaturze myliły mi się totalnie klawisze i kolejność literek. Szkoda tylko, że nie wiem jakie szkody czynią takie maratony w mózgu bo może bym zaprzestał takich praktyk. A może to nic ?